Wojna

Malarstwo jako ratunek i poczucie szczęścia…

Wspominając czas, kiedy był więźniem obozów sowieckich w latach 1939-1941, pisał: „Codzienne rysowanie złym ołówkiem, na okropnym jak wata papierze, to był mój ratunek”.

W obozie rysował kolegów – współwięźniów. To co robili, ale także w jakim otoczeniu przebywali. Zachowało się niewiele portretów, rysunków. Zatrzymane kadry, które ocalały w dziennikach obozowych Czapskiego, posłużyły reżyserowi Andrzejowi Wajdzie w tworzeniu filmu Katyń.

Józef Czapski w centrum wywiadu wojskowego, 21 I 1943, Matson Photo Service, Domena publiczna, przez Wikimedia Commons

Janusz Nowak, kustosz Muzeum Narodowego w Krakowie, który przez ponad 20 lat inwentaryzował, opisywał obiekty z  Archiwum Józefa Czapskiego i jego siostry  Marii Czapskiej, a także odczytywał dzienniki malarza, napisał:

„To właśnie w rysunku portretów współwięźniów w Starobielsku realizowała się u Czapskiego owa błyskawiczność widzenia, wychwycenia tego, co widać na zewnątrz, ale przede wszystkim wnętrza postaci rysowanej i jej psychologii. Rzeczywistość obozowa nie sprzyjała absolutnie atmosferze procesu twórczego, głównie przez brak niezbędnej do tego samotności artysty. Dlatego kilkakrotnie powtarzał, że najbardziej odczuł swoją wolność leżąc w szpitalu widząc „ciągle niebieskie niebo, od rana do wieczora zmieniające się” przypominające mu Matisse`a . Te światy inne, z którymi w samotności, jakby nieobecny obcował Czapski w czasie choroby opisał Bronisław Młynarski współtowarzysz na sali w szpitalu Starobielskim . A malarz wyraził trafnie słowem, co czuł w sobie od początku wojny i czym dla niego była ekspresja rysunkiem:

 „Może dojdę i do tego, żeby rysować codziennie choć trochę? To by mogło być związaniem materiału, utrzymywaniem w sobie „lampy zapalonej”, ale na razie trzeba się wystrzegać, by to nie było i w dzienniku i rysunku powierzchowną grafomanią”. [odczytany przez Janusza Nowaka fragment notatki poczynionej w pociągu do Aleksandrii, 22 III 1944]

Portretowanie kolegów właśnie w obozie było dla niego niezwykle frapujące, ale i wyczerpujące. Gdy wspomniani wyżej obserwatorzy, autorzy wspomnień starobielskich opisywali słowem rzeczywistość obozową, Czapski robił to przez dokumentacyjne oddanie w rysunku przeżyć wewnętrznych i poczucie niepewności jutra przebywających tam oficerów. Nie wyobrażał sobie zapewne, jak cenna za niedługo będzie to dokumentacja, wysyłana najbliższym do kraju, a zabierana ze sobą po 5 III 1940 roku. przez portretowanych do kieszeni mundurów, do grobu, przybierze świadectwo jakże tragicznych portretów trumiennych”.

Jednak nie tylko w czasach pobytu w obozach, ale także w czasie przemierzania z Armią Andersa szlaku wojennego rysowanie dawało mu poczucie  przetrwania, ćwiczenie wizji, łączenia oka z ręką.

Malarstwo było jego ratunkiem w czasie pokoju, gdy mieszkał we Francji. Praca nad obrazami, wizja, olśnienie przelane na blejtram, dawały mu poczucie szczęścia.

Elżbieta Skoczek, dyrektor Festiwalu Józefa Czapskiego w Polsce